Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Edward Hulewicz: Przeżycia z dzieciństwa spowodowały, że został wegetarianinem

Opublikowany 2015/09/14

Serię tragicznych zdarzeń rozpoczął pies, który zginął na oczach małego Edwarda, przejechany przez samochód. Nie zdając sobie sprawy, z tego co robi Edzio wziął martwego psa na ręce i głośno płacząc niósł do domu przez całe miasto, po czym pochował go w ogródku. Kota przerąbały na połowę ciężkie frontowe drzwi, pchnięte nagłym przeciągiem. Kura- prawdopodobnie wieczorem wskoczyła do  otwartej beczki ze smolą do smołowania dachu i rano chłopiec zobaczył, jak z e smoły wychodzi jej tylko głowa. Te dramatyczne wydarzenia zapisały się w pamięci Edwarda na całe życie. Dziś nie spojrzy nawet na upieczone, czy ugotowane zwierzę, które kiedyś żyło. Dlatego został wegetarianinem.

Edward HulewiczEdward HulewiczPRZEŻYCIA Z DZIECIŃSTWA SPOWODOWAŁY, ŻE ZOSTAŁ WEGETARIANINEM

Piosenkarz, wokalista, kompozytor, autor tekstów. Pierwsze kroki na drodze artystycznej stawiał w czasie studiów w ruchu studenckim w Gdańsku. Zauważony przez Redakcję Muzyczną PRiTV w Poznaniu tworzy pod jej patronatem zespół rockowy "Tarpany", do którego wkrótce  dołącza Halina Frąckowiak. W tym okresie powstaje przebój , do tekstu i muzyki Edwarda Hulewicza  "Siała baba mak", który wkrótce staje się prawdziwym hitem, zwyciężając w „Telewizyjnej Giełdzie Piosenki”.

Po rozpadzie  "Tarpanów"  piosenkarz nawiązuje współpracę z zespołem rockowym "Heliosi" , z którym nagrywa hity m.in.: "Obietnice", "Dwa złote warkocze" stając się jednym z najpopularniejszych wokalistów w kraju i  rozpoczyna solową drogę artystyczną.  W tym okresie nagrywa swoje największe przeboje, które do dzisiaj powtarza cała Polska: "Za zdrowie pań", "Hej baby, baby", "Serdeczne życzenia" itd.  Koncertuje w kraju, a także zagranicą, zwiedzając niemal  wszystkie kraje europejskie, dużą część azjatyckich, oraz USA i Kanadę. Nagrywa płyty, z których dwie otrzymują status "Złotej Płyty", jedna płyty „Platynowej”. Za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sztuki estradowej otrzymuje "Prometeusza"- wielką nagrodę polskiej estrady , a  w latach późniejszych jest odznaczony przez Ministerstwo Kultury Odznaką "Zasłużony Działacz Kultury". Prestiżowym Medalem Ministerstwa Kultury: „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis” , dwukrotnie odznaczony Medalem Związku Artystów Scen Polskich.  Jest również laureat Wielkiej Nagrody Polskich Nagrań „Złota Muza”.

 

Od wielu lat jest Członkiem Zarządu Sekcji Estrady Związku Artystów Scen Polskich. Do dziś czynny zawodowo, wiele koncertuje w kraju i zagranicą. Pod koniec zeszłego roku ukazała się jego najnowsza płyta „Rock Cafe”, na której prezentuje się jako nowoczesny wokalista, śpiewający współczesny repertuar, idący z duchem czasu. Najnowsza płyta- "Edward Hulewicz Klasycznie" – to efekt wpajanego mu już w dzieciństwie przez ojca – skrzypka, umiłowania tego rodzaju muzyki, a zarazem swego rodzaju hołd dla niego. Singiel, który ukazał się w tym roku, a zapowiada dużą, recitalową płytę o tym charakterze.  W tej chwili artysta zajmuję się kompletowaniem repertuaru na tę okoliczność.  Edward Hulewicz jest artystą nieprzerwanie czynnym, wiele koncertuje, jest zawodowo niespokojnym duchem, eksperymentując w różnych obszarach muzyki i ten klasyczny eksperyment to w tej chwili jego absolutna fascynacja.

***

Tragedie  z dzieciństwa

W dzieciństwie był bardzo wrażliwym chłopcem, który kochał zwierzęta.  Gdy mama przyniosła z targu kurę przeznaczoną na obiad, tak długo prosił i błagał, aby nie przeznaczała jej na rosół, zanim nie uległa. I tak kura dołączyła do kota i psa którzy do czasu serii nieszczęśliwych wypadków tworzyli zgraną gromadkę. Serię tragicznych zdarzeń rozpoczął pies, który zginął na oczach małego Edwarda, przejechany przez samochód. Nie zdając sobie sprawy, z tego co robi Edzio wziął martwego psa na ręce i głośno płacząc niósł do domu przez całe miasto, po czym pochował go w ogródku. Kota przerąbały na połowę ciężkie frontowe drzwi pchnięte nagłym przeciągiem. Kura- prawdopodobnie wieczorem wskoczyła do  otwartej beczki ze smolą do smołowania dachu i rano chłopiec zobaczył, jak z e smoły wychodzi jej tylko głowa. Te dramatyczne wydarzenia zapisały się w pamięci Edwarda na całe życie. Dziś nie spojrzy nawet na upieczone, czy ugotowane zwierzę, które kiedyś żyło. Dlatego został wegetarianinem.

Karmi się, jak małpa nadrzewna

Sztuka pochlania go bez reszty, ale do prac domowych- jak typowy artysta  dwie lewe ręce. Nie tyle, ze sobie  nie radzi, co tego nie lubi. Po zakończeniu niezbyt udanego związku małżeńskiego, z pełną pasją chciał wkroczyć w nowy etap swojego życia i wtedy rzeczywiście  z pełną pasją przystępował do projektowania najdrobniejszego szczegółu  w swoim nowym mieszkaniu. Wszystkie  elementy musiały być stylowe, więc sam przybijał stylową materię, na specjalnych ramach na ścianach salonu. Sam  instalował kinkiety i zakładał żyrandole. Sam zamocowywał drewnianą boazerię na ścianach gabinetu, bo nie wyobrażał sobie innego, niż tylko w drewnie itd. itd. Trwało to miesiącami, a kiedy skończył, skończyła się również pasja, do jakichkolwiek zmian.  Wystrój jego mieszkania jest więc stylowy, piękny i od lat niezmienny, ale w nim piosenkarz czuje się najlepiej. Sprzątania i prasowania nie znosi, więc do tych prac zatrudnia  miłą i godną zaufania osobę.  Sam potrafi tylko włączyć pralkę i po wyschnięciu prania poukładać je w kupki do prawowania.  Nie przepada, chociaż potrafi również za gotowaniem, więc generalnie stołuje się w Klubie Aktora  -.  „Z gastronomicznego punktu widzenia cofnąłem się wstecz o parę szczebli rozwoju biologicznego człowieka, w czasy małpy nadrzewnej, która wprawdzie jeszcze nie miała inteligencji australopiteka, a może ją właśnie miała, bo nie jadła mięsa. Piosenkarz również nie jada mięsa. Śniadania i kolacje robi sobie sam. Na okoliczność śniadań  jem dużo zielska, trochę serów, najchętniej z żurawiną i piję zieloną  herbatę. Mam kilka zestawów w śniadaniowym menu, które zmieniam okresowo. W okresie „mlecznym” na przykład jem zalane mlekiem (mimo ze pisze się tu i ówdzie że mleko jest be) i posłodzone miodem kilka rodzajów płatków, zarodków, pestek, orzechów, rodzynek, siemienia ect...

Posiłki najchętniej spożywa leżąc. Przenosi na tacy wszystkie przygotowane wiktuały do swojego gabinetu, stawia na stoliku obok leżanki, na której się kładzie i rozciąga  i  dopiero w takiej pozycji, jak dawani Rzymianie oddaje się rozkoszy pałaszowania.  Zazwyczaj  wkleja nos w telewizor, a ręka mechanicznie pokonuje drogę od talerza do ust.-  Niestety ten miły etap poranka zawsze kończy zmywanie naczyń, które jak się należy domyślić też nie należy do moich najbardziej ulubionych zajęć- dodaje artysta.
 Zdarza się, że nie wychodzi z domu i  wtedy sam coś sobie pichci, co zazwyczaj kończy się obżarstwem i wyrzutami sumienia, a następnie spalaniem  kalorii na pływalni lub podczas wieczornego joggingu.  Kolacji nie jada, chyba, że wyłącznie owoce.

Choć zapewnia, że miłość- jest w jego życiu najważniejsza  i dane mu było wielokrotnie  ją przeżyć – aktualnie nie ma  takiej osoby, która spędzała by mu sen z powiek.  W młodości  Edward był bardzo kochliwy i  najczęściej nieszczęśliwie, na czym zyskiwała literatura, bo w chwilach zawodu miłosnego pisywał wiersze i tak powstały już dwa tomiki.- Od jakiegoś czasu jestem sam, bo zakładać stadło bez miłości -to absolutnie bez sensu. Przestrzeń życiową wypełnia mu praca, fascynacja nowymi obszarami działania.  Niedawno sprzedał  samochód (Subaru Justy)  i pławi się teraz w rozkoszy jego nieposiadania.  Nic dziwnego, bo ostatnie auto, które nieustannie się  psuło mocno, dało mu się nieźle we znaki. Pozbył się go bez żalu również z powodu  bezustannych korków w stolicy i braku miejsc na parkowanie. Od tego czasu jeździ metrem i bardzo sobie to chwali. Szczególnie, że tam również spotyka swoich wielbicieli, którzy nie szczędzą mu nadal komplementów. A w trasach koncertowych korzysta z transportu swoich menadżerów.

Dawniej jego wielką pajsą  była działka. To długi, kilkunastoletni okres jego atawistycznej fascynacji: „grzebaniem w ziemi”, okres kupowania niezliczonej ilości sadzonek, drzew i krzewów, śledzenia jak rosną, jak rodzi się życie, jak rzeźbi zieloną przestrzeń, wreszcie jak  miłe jest rozkoszowanie się spożywaniem owoców swojej hodowli. Wtedy nie kusiły go Majorki, Wyspy  Kanaryjskie, Bahamy czy Riwiery. Ubabrane ziemią ręce po łokcie w doskonały i skuteczny sposób wybijały mu z głowy miraże białych piasków nadmorskich światowych plaż. Ale to mu również przeszło…

Dzisiaj jego wdzięczny i niegdysiejszy management organizuje mu co rok, za częściową odpłatnością wczasy w najbardziej interesujących miejscach wypoczynkowych świata. Zaliczył już uroki kurortów Sycylii, hiszpańską Costa Brawa, Grecję itd. W tym roku z racji kryzysu pojedzie nad jakieś mazurskie jezioro.

Do dziś ulubionym zajęciem Edwarda Hulewicza  przynoszącym mu odprężenie, zadowolenie i satysfakcję, w wolnych chwilach- jest malarstwo. W jego rozlicznych peregrynacjach edukacyjnych zahaczył na kilka semestrów o Akademię Sztuk Pięknych, gdzie poznał podstawy warsztatu. Pozostał wierny malarstwu realistycznemu okresu renesansu, z całym jego pięknym odwzorowaniem natury. Dla niektórych osób jego wypowiedzi na temat malarstwa uznawane są za obrazoburcze: Uważa, że takie kierunki jak:

Impresjonizm, kubizm i „te różne picassa”, to najzwyklejsze pacykarstwo.

Owoce jego zmagań z płótnem i farbą wprawdzie nie zdobią ścian sal Louvre’u czy Ermitażu, ale  sporo jego „dzieł” zdobi ściany domów jego przyjaciół i jego własne.

 Ma niewielu przyjaciół, ale ci których do tego grona zalicza są wierni i wypróbowani.- Przyjaźń w tym środowisku  nie jest prosta . Chaos w jakim żyjemy, ciągłe zabieganie, ustawiczny brak czasu, bezustanne wyjazdy, pogoń za sprawami zawodowymi- nie sprzyjają kontaktom. Edward Hulewicz na samotność jednak nie narzeka. Nieustannie ma  do czynienia z ludźmi pracując społecznie. Jest członkiem Zarządu Sekcji Estrady Związku Artystów Scen Polskich, więc nie tylko spotka starych znajomych i kolegów, ale na wielu  uroczystościach związkowych ma również do czynienia z największymi naszymi gwiazdami polskiej sceny.  Podkreśla, że największą radość przynoszą mu nadal sukcesy zawodowe:  - To jest ten ożywczy motor, który pcha moje  życie do przodu. I nie ma powodów do narzekań, bo ludzie go pamiętają, zawsze przyjmują z otwartymi rękami, a bywa, ze i biją brawa na stojąco.

Teresa Gałczyńska

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?