Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.
Andrzej Domagalski: Sztuka wymaga wsparcia finansowego

Andrzej Domagalski: Sztuka wymaga wsparcia finansowego

Opublikowany 2015/12/19

Andrzej DOMAGALSKI były szef programu krakowskiej ROTUNDY (inicjator Jazz Juniors i KIKS-u- Konkursu Inicjatyw Kabaretów Studenckich, realizator Krakowskich Reminiscencji Teatralnych- to prywatnie człowiek o wielkiej kulturze osobistej, niezwykle ciepły w kontaktach osobistych i życzliwy ludziom. Jest współautorem wspólnie z LESZKIEM KWIATKOWSKIM bestselerowego działa „KABARET  W POLSCE 1950-2000”. Ma w swoim dorobku także tomiki wierszy min: „Mosty fikcji”, „Tego dnia, tamtej nocy”.

Z ANDRZEJEM DOMAGALSKIM

rozmawia TERESA GAŁCZYŃSKA

 

Andrzej Domagalski, fot. Andrzej GłucAndrzej Domagalski, fot. Andrzej GłucPrzede wszystkim dziękuję, że zgodził się Pan na ten wywiad. To dla mnie wielki zaszczyt. Rozpoczynał Pan karierę jako szef krakowskiej ROTUNDY- jak Pan wspomina te czasy?

 

Były to czasy młodości, może niejednokrotnie durne, ale i przepiękne i twórcze, więc siłą rzeczy człowiek je niezwykle mile wspomina. Działo się wówczas bardzo wiele, zwłaszcza w kulturze studenckiej. Do Rotundy trafiłem niejako z łapanki, do działalności w klubie namówiła mnie podczas kawy w piwnicznej kawiarni Kolorowa, koleżanka z uniwersyteckich studiów polonistycznych, która obecnie jest reżyserem teatralnym – Ewa Marcinkówna. Zacząłem od pierwszej edycji Krakowskich Reminiscencji Teatralnych w 1975 r. i ściągania do Krakowa m. in. Teatru Ósmego Dnia, Kalamburu, łódzkich 77, stołecznej Akademii Ruchu. Zaraz potem wymyśliłem i realizowałem JAZZ JUNIORS, nastał też czas na kabarety, a Kraków był ich ostoją za sprawą chociażby legendarnej Piwnicy pod Baranami czy robiącego szybką karierę kabaretu Pod Budą. Postanowiliśmy zareagować na rosnącą popularność sztuki kabaretowej; mieliśmy również i własne grupy kabaretowe.

 

Czym konkretnie różniły się tamte czasy od tych, w jakich powstają obecne kabarety?

 

Różniły się zasadniczo. Oczywiście, a mam na uwadze drugą połowę lat 70. minionego wieku, rzeczywistość geopolityczna była zgoła inna, kisiliśmy się w najweselszym baraku, w wiadomo jakim obozie. Dochodzące do głosu młode pokolenie musiało jednakowoż zaistnieć w sztuce - takiej czy innej. Teatr studencki, muzyka i piosenka, plastyka czy film, nie mówiąc już o dynamicznie rozwijającym się kabarecie, stanowiły o jakości dorosłej rodzimej sztuki, mimo szalejącej cenzury, którą należało umiejętnie obchodzić. Sztuką było ją po prostu obejść inteligentnie, ku uciesze widowni.

 Zorganizowałem z kolegami z Rotundy konkurs o nazwie KIKS; była wówczas moda na tego rodzaju nazwy. Pod tą nazwą krył się Konkurs Inicjatyw Kabaretów Studenckich – fama poszła w środowisku i w klubie pojawiły się zespoły nie tylko z Krakowa, ale i ze Śląska, Olsztyna i Kielc, bardzo mocnych wówczas środowisk kabaretowych, nie mówiąc już o stołecznych grupach. W naszej imprezie nagrody i pierwsze laury zdobywał m. in. Andrzej Poniedzielski, Piosenkariat Jacka Kaczmarskiego i Przemka Gintrowskiego oraz grupa Pod Postacią obchodzącego teraz swoje 40-lecie Bronka Opałki. W naszą działalność programową bardzo mocno włączali się artyści Piwnicy pod Baranami, żeby tylko wspomnieć Wieśka Dymnego, Piotra Skrzyneckiego, Andrzeja Warchała i Zygmunta Koniecznego. Wykluwały się u nas talenty Zbyszka Preisnera, wówczas noszącego nazwisko Kowalski, oraz znanego tekściarza Zbyszka Książka, tworzących wtedy razem grupę muzyczno-kabaretową Kwartet Myśliwski. Praktycznie całe środowisko kabaretowe z Warszawy gościło w naszym klubie, występując w popularnej Akademii Humoru, prowadzonej przez Bruno Miecugowa i  Marka Pacułę. Po upływie kilku lat, już po moim odejściu, zaistniała słynna Paka.

 

Kto w tamtych latach miał znaczący wpływ na Pana twórczość, na spojrzenie na sztukę?

 

Andrzej Domagalski - Rotunda 1977Andrzej Domagalski - Rotunda 1977

To były lata fascynacji nie tylko Julio Cortazarem i Tomaszem Mannem w literaturze, bo to wiązało się z profilem studiów. Rotunda dała mi możliwość obcowania z wielkimi twórcami. Nie zapomnę wódeczki pitej z Romanem Pogańskim w Rotundzie w przeddzień którejś Wigilii, jak również godzin spędzonych w towarzystwie Kofty, Kreczmara, Stanisławskiego, genialnego pianisty Adama Makowicza, rozmów i obiadów w towarzystwie Wojtka Młynarskiego. A były jeszcze wspaniałe postaci z Podwawelskiego Grodu, wielcy artyści sceny polskiej, żeby tylko wspomnieć Teresę Budzisz – Krzyżanowską, Annę Polony, Jerzego Trelę, Janka Nowickiego, Tadeusza Huka, Leszka Piskorza; był również niezwykły Marek Grechuta, a później Marcin Daniec, Andrzej Sikorowski, Aloszka Awdiejew, który jako pianista jazzowy był artystą klubowym. To były moje inspiracje.

 

Jest Pan również dziennikarzem. Przez kilkanaście lat był Pan etatowym dziennikarzem „Tempa”, jest Pan związany także z „Dziennikiem Polskim”. Pamięta Pan może jakiś wywiad, który szczególnie utkwił w Pana pamięci…?

 

Pracując w Tempie, nieistniejącym już dzienniku sportowym, przez kilka lat pisałem o artystach i sztuce. Mało kto wówczas wiedział na przykład o tym, iż Marek Grechuta miał wielką pasję, z której nie zwierzał się nikomu – tą pasją był sport, a przede wszystkim piłka nożna. Otóż wystarczyło podać mu nazwę klubu, na przykład Prokocim z Krakowa, a artysta potrafił z pamięci wyrecytować skład drużyny piłkarskiej, grającej na przykład w III lidze; na moją prośbę komentował na łamach gazety wydarzenia sportowe. Wiele dowiedziałem się także o sportowych pasjach wielkiego aktora Jerzego Treli, o którym ludzie myśleli, iż nie jest wysportowany. Któregoś dnia opowiedział mi ze śmiechem, iż ludzie w Starym myśleli, że połamie sobie kark spadając z tronu na scenie. Nie wiedzieli, nieszczęśnicy, iż miał on za sobą treningi w sekcji judo krakowskiego Jordana i doskonale wiedział, jak upaść z wysokości.

 

Andrzej Domagalski, fot. archiwum własneAndrzej Domagalski, fot. archiwum własne

 

Kiedy spotkał Pan współautora ostatniego dziela Kabaret w Polsce…. Pana Leszka Kwiatkowskiego? Jak zaczęła się wasza znajomość i współpraca?

 

Działo to się na początku drugiej dekady lat 70. Leszek po latach spędzonych wraz z rodziną we Wrocławiu, przeniósł się pod Wawel i trafił do Rotundy. Miał za sobą występy w zespole muzycznym. Zaczęliśmy działać, skupiając się nade wszystko na organizacji imprez muzycznych, zwłaszcza rockowych, a potem spotkaliśmy się w jednej grupie organizującej wspomniany wcześniej KIKS. Takie były początki naszego „romansu”.

 

Dlaczego postanowiliście podjąć tak karkołomne zadanie napisania książki o kabaretach, skoro nie ma już większość materiałów z tamtych lat?

 

Nie od razu zapadła decyzja o pisaniu książki o kabaretach. Leszek o tym pomyśle wspominał już podczas jubileuszu Rotundy w 1999 r., minęły lata, trwała cisza w tym temacie i dopiero w 2010 r. odnowiliśmy kontakty po latach milczenia. Długo namyślałem się nad projektem Leszka, bardzo ciekawym, ale wymagającym wiele wysiłku. Bo przecież lata biegną, pamięć ludzka kurczy się…

 

Czy liczycie, że ta książka przyniesie Wam profity finansowe czy cel jest inny?

 

 Pomarzyć można, to fakt... Ale marzenia o profitach należy włożyć między bajki. Pewne wydawnictwa nie były zainteresowane publikacją, uznali nas chyba za wariatów z ulicy. Nie mieliśmy nazwisk, nie byliśmy z nobliwego towarzystwa. Wydania książki podjęła się Krakowska Fundacja Teatralna, i za to jej chwała. Dla nas pisanie, a wcześniej kontakty z artystami, a następnie redagowanie książki i jej druk, były jedną wielką emocją. Nieustającym festiwalem emocji, a nade wszystkim podróżą w lata młodości, w krainę wspaniałych, niezastąpionych twórców polskiego kabaretu. Taki świetny przed laty parodysta Bolesław Gromnicki aż zaniemówił, gdy dowiedział się, iż powstaje taka publikacja. Zapytał zadziwiony: - To ja będę w tej książce?

 

Andrzej Domagalski z wnukiem Sebastianem - synem córki Małgosi Andrzej Domagalski z wnukiem Sebastianem - synem córki Małgosi Widzę, że ogromny wsparciem jest dla Pana córka Małgosia. Czy ona również odziedziczyła tego bakcyla po ojcu?

 

Och, bezsprzecznie tak! Małgosia, wierny kibic książki, jeździła w Bieszczady do Polańczyka i tam dokonywała pierwszej korekty powstającej książki. Teraz rewelacyjnie prowadzi fanpage książki. Ma zapał, ma świetne pomysły, skończyła edytorstwo na polonistyce i zapewne będzie o niej jeszcze głośno. Jej syn, a mój kochany wnuk 2,5-letni Sebuś, zachęcał na FB do czytania książki dziadka i uczestniczył m. in. w promocyjnym spotkaniu w krakowskiej księgarni Bona. Mam nadzieję, iż Małgosia prześcignie ojca!

 

Jakim wsparciem jest dla Pana rodzina?

 

 Bezsprzecznie wielkim, to może wyświechtane słowo, ale zawsze to bezpieczny port podczas różnych sztormów życiowych. Zatoka spokoju i niezbędnego wytchnienia. Żona Bogumiła, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i wrażliwa. Syn Piotrek, przed dyplomem z geodezji na AGH, wielbiciel Ennio Morricone, pasjonuje się dobrą muzyką, o Gosi i uroczym wnuku Sebusiu, już mówiłem. Jest jeszcze zięć Tomek, który dopingował mnie przy powstawaniu książki.

 

Bogumiła Domagalska - żona Andrzeja, Marcin Daniec, fot. Andrzej GłucBogumiła Domagalska - żona Andrzeja, Marcin Daniec, fot. Andrzej Głuc

 

Co według Pana powinno się poprawić w bezpieczeństwie nad polską kulturą?

 

Ważni są nie tylko prywatni sponsorzy kultury, bo oni zawsze się pojawią, w mniejszej lub większej liczbie. Są bowiem ludzie dobrze wiedzący, iż sztuka wymaga wsparcia finansowego, a artysta powinien mieć pewien komfort. Nie może bowiem przymierać głodem! Ale i mecenat państwowy musi się wykazać hojnością, nie można skąpić na kulturze i sztuce. W Polsce są utalentowani ludzie, trzeba dotrzeć do nich i rozsądnie nimi pokierować, a sukcesy będą goniły sukcesy na arenie międzynarodowej.

 

Nie martwi Pana, że w dzisiejszych czasach artyści przymierają głodem?

 

Takie sprawy, absolutnie, nie powinny mieć miejsca. Artysta musi mieć myśli skierowane na sztukę, móc tworzyć godne uznania dzieła. Z pełnym żołądkiem, z poczuciem, iż ma zapewniony byt!

 

Jak Pan zamierza to zmienić?

 

Nie znam rozsądnej odpowiedzi, bo reaguję na taką sytuację alergicznie. Jednak państwo musi mieć środki na to, aby nie dochodziło do skandalicznych sytuacji.

 

Co Pan robi w chwilach tzw. chandry?

 

Uciekam najczęściej w świat thrillerów, albo szukam ciekawych transmisji z wydarzeń sportowych na kanałach sportowych. Poluję na ciekawe filmy!

 

Marzenia i plany na przyszłość…

 

 Z Leszkiem Kwiatkowskim mamy w planach następną książkę o roboczym tytule „Księga bardów polskich”, ale za wcześnie mówić o szczegółach. Zapewne w styczniu spotkamy się - jak trzeba to i pokłócimy! - ale dogramy szczegóły publikacji.

Cały czas myślimy także o poszerzonym wydaniu książki o kabaretach.

 

Dziękuję Panu ślicznie za tę uroczą i szczerą rozmowę.

 

A ja korzystając z okazji składam Pani i wszystkim czytelnikom SWIATA WEDŁUG TESS’y najserdeczniejsze życzenia z okazji świąt BOŻEGO NARODZENIA i na NOWY ROK 2016.

 

Serdecznie dziękujemy i wzajemnie dla Pana i całej Pana rodziny.

 

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?