Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

Ewa Złotowska: KRUCHA "PSZCZÓŁKA MAJA”- SILNA KOBIETA

Opublikowany 2017/01/26

Aktorka, reżyser dubbingu. W latach 60-tych związana ze Studenckim Teatrem Satyryków. W latach 1979- 81 kierownik artystyczny ZPR w Warszawie. Studiowała reżyserię w Instytucie Teatralnym w Sankt Petersburgu. Wielką popularność zyskała- jako „Pszczółka Maja”- w kultowym niemiecko- japońskim serialu animowanym. Zagrała również w licznych serialach fabularnych m.in. Ja wam pokażę, Świat według kiepskich, Daleko od noszy, Hela w opałach czy Plebania- siostra Klara/ Występuje także w głośnym ostatnio spektaklu „Klimakterium”. Wielka miłośniczka zwierząt. Napisała książkę „Największe miłości świata” /2004/. Prywatnie żona aktora – Marka Frąckowiaka.

Ewa Złotowska, By Ja Fryta, źródło WikipediaEwa Złotowska, By Ja Fryta, źródło Wikipediaz Ewą Złotowską

rozmawia- Teresa Gałczyńska

 

Podobno urodziłaś się pod Giewontem, w Zakopanem. Dlaczego, więc w dowodzie osobistym - jako miejscem Twojego urodzenia widnieje- Warszawa..?

 

Z dziada pradziada jestem Warszawianką. To czysty przypadek, że mama po śmierci ojca, w zaawansowanej ze mną ciąży, z pekińczykiem pod pachą znalazła się w Zakopanem i będąc na spacerze, zaczęła, pod Giewontem rodzić. W całej tej zawierusze wojennej nie miała głowy do załatwiania formalności. Fakt moich narodzin zgłosiła, po powrocie do Warszawy , skąd pochodzi cała nasza rodzina.

 

Twój ojciec zginął w ostatnim dniu Powstania Warszawskiego..?

 

Wychodził akurat z kanałów na skrzyżowaniu ulic Kruczej i Wspólnej, gdy śmiertelnie trafiła go kula snajpera. Kolega przeżył, on nie. A ponieważ działał w konspiracji, a nasz dom został zburzony, koledzy ojca wiedząc, że mama jest w zaawansowanej ciąży, wywieźli ją w góry, żeby tam mogła dojść do siebie.

 

Gdy ukończyłaś 3 latka mama powtórnie wyszła za mąż, a ty zyskałaś nowego opiekuna. Ojczymowi udało się zastąpić Ci prawdziwego ojca?

 

Stanisław był z zawodu plastykiem. Przez całe swoje życie zawodowe pracował w Teatrze Narodowym- jako modelator. Można powiedzieć, że w praktyce wychowywałam się za kulisami. Z ojczymem układało mi się nieźle,  robił dla mnie lalki, tradycje rodzinne w naszym domu były zachowane. Tradycje, do których przede wszystkim ogromną wagę przywiązywała mama podtrzymując również bliskie kontakty z rodziną ojca.

 

Ale sytuacja uległa zmianie, gdy na świat przyszła twoja przyrodnia siostra…?

 

Anka, sześć lat ode mnie młodsza była wrzaskliwym, histerycznym dzieckiem. Wtedy  nie istniała -tak powszechnie dzisiaj znana- opieka psychologa dziecięcego, więc jej zachowanie mnie męczyło. Mama bez reszty poświęciła się rodzinie, starając się, jak mogła wychować nas na panienki z dobrego domu, ale to fakt, że mając 15 lat zaczęłam czuć się w rodzinnym domu źle.

 

Źle, bo większą uwagę poświęcano Twojej przyrodniej siostrze?

 

Ograniczano moje swobody, a natłok codziennych obowiązków: basen, łyżwy, nauka gry na skrzypcach ect. czyli zajęcia, na które chodziły wszystkie panienki z tzw. dobrych domów zacząły mnie przytłaczać.  Ale przede wszystkim nie miałam własnego kąta, gdzie mogłabym się schronić, co przy mojej chorobliwej wręcz niecierpliwości i silnym zakresie prywatności było nie do zniesienia. Strasznie się męczyłam, więc uciekałam w świat wirtualny.

 

 Ale dzisiaj też unikasz spędów towarzyskich, nie chodzisz na rauty, przyjęcia, stronisz od ludzi. Chyba  nadal lepiej się czujesz w swoim świecie…?

 

Przyznaję, że wśród moich wad : poczucie intymności i niecierpliwość są najgorsze. Muszę mieć swój kąt i  nikogo, zbyt blisko nie dopuszczam do siebie. To prawda, że najlepiej czuję się w swoim towarzystwie, sama ze sobą.

 

W towarzystwie przyrody i zwierząt. Dlatego przeniosłaś się, na wieś,  pod Warszawę?

 

To nie było łatwe, bo kocham Warszawę, a szczególnie Starówkę i Powiśle, gdzie  spędziłam większość swojego życia .Kiedy tu przyjeżdżam, choćby na spotkanie z tobą-  nadal ściska mnie w gardle. Wiem też, że decyzja do której musiałam długo przekonywać swojego męża, aby wynieść się poza miasto- była jedną z najlepszych decyzji w moim życiu.

 

Twój maż- Marek Frąckowiak jest Twoim trzecim mężem. Przy nim twardo stąpasz po ziemi. Poprzednie związki rozpadały się, bo byłaś zbyt dużą romantyczką?

 

Jestem romantyczką- to prawda i mój romantyzm rzeczywiście mi w życiu przeszkadzał. Pierwszy mąż był lekarzem, ale nam nie wyszło. Drugi był nieprzytomnie zazdrosny. A Marek jest aktorem. Uzupełniamy się, ale przede wszystkim pozwala mi na to, aby niwelować swoje wady…. Może wyglądam na kruchą istotę, ale postawa omdlewającej, wiszącej na facecie kobietki, jest mi całkowicie obca. Jestem silną, kruchą kobietą, która kumpluje z facetami. Nie tylko Marek mi ufa, ale również jego przyjaciele. Czasami jestem nawet zaskoczona, że to mnie się zwierzają i dzielą swoimi problemami. Wiedzą, że jeśli tylko zdołam poprowadzę sprawę we właściwym kierunku, a w najgorszym przypadku wysłucham i to zostanie między nami. Dyskrecja to jedna z zalet, którą od dziecka  wpoiła mi mama. Kiedy ludzie pobierają się po czterdziestce, nie jest to już eksplozja romantycznej miłości /śmiech/ Liczy się  ciepło, wyrozumiałość, tolerancja, ale przede wszystkim przyjaźni. Życzliwości i pomocnej dłoni w momentach krytycznych nie da się niczym zastąpić. Dlatego dojrzałe związki mają szansę na przetrwanie. Z czasem rodzi się również miłość, ale ta szlachetna. Nie hormony i chemia, ale uczciwe spojrzenie na drugiego człowieka.

 

Nigdy nie myślałaś o dziecku?

 

 Nie tylko myślałam, ale bardzo chciałam mieć dziecko. I to nie jedno. Będąc w stałych związkach,  początkowo nie udawało się. A potem, gdy byłam sama nie chciałam być egoistką, która funduje sobie dziecko z kimkolwiek, tylko po to, by zaspokoić swój instynkt macierzyństwa. Mój zawód wymagał ode mnie nieustannej dyspozycyjności, niekończących się wyjazdów. Żyłam na walizkach. Miałam chodzić z dzieckiem w chuście, jak cyganka?  Wynajmować Nanie? Dziecko powinno mieć oboje rodziców. Wybrałam zawód i bez reszty mu się poświęciłam.

 

Warto było..? Jesteś kojarzona tylko z jedną rolą  - Pszczółką Mają…

Lepiej, być przez całe życie Pszczółką Mają, niż Nikim! Tylko niektórym los daje  szansę wygramolenia się z tzw. zaszufladkowania. Zagrałam przecież dziesiątki ról znacznie lepszych. A, że nadal jestem kojarzona z Pszczółką Mają- rolą z bardzo długo emitowanej dobranocki,  która do dzisiaj oglądają również dorośli – to chyba dobrze. Ta postać przyniosła mi popularność. Może nie spełniły się wszystkie moje pragnienia zawodowe i prywatne, ale też nigdy nie wiadomo czy stojąc na rozstaju człowiek wybiera tę dobrą, właściwą drogę?

 

W twojej drodze zawodowej punktem zwrotnym były studia na kierunku reżyserii w ZSRR. W tamtym czasie miałaś duży potencjał aktorski, wokalny i bardzo dobrze cię oceniano. A po powrocie, w stanie wojennym propozycje zawodowe skończyły się. Sądzisz, że to był trafny wybór?

 

 Nie pora, aby teraz „gdybać”..- co by było, gdybym wówczas nie wyjechała do ZSRR? Chciałam jechać do Francji lub do Włoch, ale tam  nie dostałam stypendium. Postanowiłam skończyć reżyserię, bo od początku wiedziałam, że z uwagi na nisko wzrost mam bardzo nietypowe warunki i w teatrze nie będę grać wszystkiego, bo nie do każdej roli pasuję. Pomyślałam, że jak zrobię reżyserię,  będę reżyserować, a mój kontakt z teatrem będzie nieprzerwany. A,  jak wróciłam  po stanie wojennym , nie tylko dla mnie, ale w całej branży artystycznej  była po prostu mogiła. Gorzej już być nie mogło! Nie sądzę jednak, aby dokonała złego wyboru.  Niewiele jest  dzisiaj w Polsce  aktorek, które przez całe swoje życie, mimo sprzeciwów losu, żyją z pracy w swoim zawodzie. Mnie to się udaje.

 

Niczego w swoim  życiu nie żałujesz?

 

Mam wspaniały dom, swoje własne miejsce na ziemi ze skrawkiem nieba, opodal lasu., gdzie fruwają ptaki, chodzą jeże, pełzają węże zaskrońce, w wśród nich biegają psy i koty. Marzy mi się jeszcze malutka kózka japońska, wietnamska świnka i kucyk… Ale chyba już jestem za stara, żeby wpuszczać się w taki ogród zoologiczny... Wprawdzie organizacyjnie daję jeszcze radę, ale fizycznie, z wiekiem, robię się coraz wolniejsza. Kiedyś potrafiłam opędzić cały warzywnik w jeden dzień, ostatnio zajmuje mi to więcej czasu.  A ogród jest ogromny, pół hektara ziemi. Kiedyś był tu śmietnik, dzisiaj mam przepiękny, prywatny park. Tak naprawdę nie mam powodów do narzekań. Moja ucieczka z centrum stolicy w przyrodę, w świat zwierząt i kwiatów, odświeżyła mnie.   Odmłodziła. Dodała mi sił.  W otoczeniu natury i świeżego powietrza uciekają złe moce.  A to jest dla mnie najważniejsze.

Dziękuję za rozmowę.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?