Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.

JERZY PIĄTKOWSKI: STARAM SIĘ BYĆ OTWARTY WOBEC LUDZI

Opublikowany 2017/09/24

 

Z Jerzym Piątkowskim rozmawiała Teresa GałczyńskaZ Jerzym Piątkowskim rozmawiała Teresa GałczyńskaZodiakalny Baran, ciepły,  super inteligentny, przystojny, najpopularniejszy, krakowski poeta. Jest jednym z niewielu literatów,  którego znają nie tylko polskie, ale i zagraniczne gwiazdy. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Ma na koncie 54 wdane książki min: „Petitle Pologne”, „Sympozjum z głosem Boga”, „Lęk czuwania”, „Magia miłości”. Radevous z Monalisą”, „Gołębie nadziei” , „Trzy poematy dygresyjne” oraz ponad 8 tysięcy wierszy opublikowanych na Face Booku. Jego książki znajdują się bibliotekach: USA- Oxford , Paryzu, Watykanie i Krakowie. Tworzył krakowski klub studentów „Pod Jaszczurami”, „Nową Falę” współpracował z Piwnicą pod Baranami”.

Ma wspaniałą córkę Justynę i dwóch wnuków: Szymona (13 l.) i Tymona (11 l.) oraz pieska Reksia

Jurku podobno urodziłeś się na plebanii ...

 

To prawda, ten fakt został naznaczony okupacyjnym przypadkiem. Urodziłem sie 8 kwietnia 1943 roku, podczas ucieczki moich rodziców z Krakowa, którzy byli uczestnikami AK, więc urodziłem się "po drodze" w miasteczku Nowe Brzesko. Odebrała mnie podobno gosposia, gdy ojciec z proboszczem poszukiwali medyka. Po latach znany ksiądz zauważył żartobliwie, że "nie było mi dane przy żłobie zostać".

 

 Doprawdy zabawna historia…A chciałeś zostać w dorosłym życiu ?

 

Jak moi rówieśnicy miałem różne marzenia, aż w końcu wykrystalizowało się jedno: chciałem budować samoloty. O Ikarze chyba wtedy jeszcze nie słyszałem. Marzyła mi sie budowa silników samolotowych. Zacząłem we Wrocławiu, na Psim Polu uczęszczać do Technikum Budowy Silników Samolotowych.  Jednak zwyciężył przekorny duszek humanizmu i marzenia o samolotach gdzieś prysły. Wróciłem do Krakowa.

 

Czyli ciągnęło Cię jednak w kierunku literatury. Jak zadebiutowałeś ? 

 

Myślę, że jak na ówczesny swój młody wiek, dosyć oryginalnie. Napisałem "Paszkwil na belfrów", który wpadł w ręce nauczycieli. Wybuchł skandal ... Wezwano do szkoły mojego ojca,  a mnie solidnie zbesztano. Ale na tym się nie skończyło… Przez sam ten fakt młodzieńczego buntu skazałem siebie na banicję oświatową . Decyzją kuratorium zostałem przeniesiony do innego liceum ... aż w Nowej Hucie.

 

Ale w sumie skończyło się dość gładko ?

 

Oj nie ... Szczęście, jak od człowieka odchodzi, szybko nie wraca. Graliśmy na szkolnym boisku w piłkę, udało mi się strzelić wspaniałego gola   i nagle pech,…Piłka wytłukła dwie szyby w mieszkaniu woźnego. Co gorsze strąciła z szafy okazały galon z winem. Mimo solidarnej składki na naprawę szkody koleżanek i kolegów, dyrekcja uznała to za recydywę. Pozwolono mi dokończyć rok szkolny, ale  potem nakazano ojcu zabrać mnie z tej szkoły. Stanąłem, więc znowu na rozdrożu….

 

Maturę zdawałeś pracując w Krzysztoforach w galerii Tadeusza Kantora. Jak kontakt z tak wybitnym artystą wpłynął na rozwój Twojej osobowości ?

 

Aby kontynuować naukę w "Liceum dla pracujących" musiałem gdzieś być zatrudniony. Taki był wymóg. A Tadeusz Kantor był osobą wspaniałą , pełną urokliwego i artystycznego polotu. Pamiętam, jak zawsze przed moją pracą w galerii, gdzie sprzedawałem bilety, przybiegał do mnie i robiłem mu herbatę. Wygłaszał wspaniałe monologi o życiu, o sztuce ... zwracając się zdawkowo do mnie. Po jakimś czasie pojawiali się jego przyjaciele, jakże niezwykli malarze z Grupy Krakowskiej albo z Cricot-2. Zasiadali przy dużym, kwadratowym stole i rozpoczynali swoje pogaduchy. Były to wspaniałe uczty duchowe. Pewnie min. one wpłynęły na rozwój mojej osobowości.

 

Jerzy Piątkowski podczas spotkań autorskichJerzy Piątkowski podczas spotkań autorskich

 

Bywałeś wśród inteligencji krakowskiej tak cenionych postaci jak: arcybiskup Życimski, ks. Tischner, Roman Ingarden, Maciej Słomczyński, Piotr Skrzynecki ... i inni ?

 

Tak się złożyło…. Początkowo chodziłem do Klubu Inteligencji Katolickiej, gdzie słuchałem wykładów różnych, ciekawych ludzi jak: Tadeusz Mazowiecki czy marszałek Chrzanowski. Odczuwałem potrzebę aktywnego uczestnictwa w bogatym życiu intelektualnym Krakowa.

 

Bywałeś w Klubie Studenckim pod Jaszczurami…

O tak, prowadziłem tam spotkania z poetami, pisarzami. Wystarczy wspomnieć: Stanisława Lema, Mieczysława Jastruna, Zbigniewa Herberta, Wisławę Szymborską, Annę Świrszczyńską, Ewę Lipską czy Kornela Filipowicza. W tychże Jaszczurach współtworzyłem grupę poetycką z Adamem Zagajewskim, Julianem Kornhauserem, Stanisław Stabro, Jerzym Kronholdem i Witem Jaworskim. Później nasza formacja przekształciła się w Nową Falę w polskiej poezji ze Stanisławem Barańczakiem, Ryszardem Krynickim i poetami z innych miast. Zmieniony został charakter polskiej poezji. Wyrwaliśmy ją z pochwał dla ilości wytapianej surówki, osiąganych norm wydobywanego węgla przez górników i ilości posadzonych buraków. Dziś to może dziwi, ale wtedy taki był stan ludzkiej świadomości. Ruszyliśmy z posad bryłę świata. Ten ruch poszerzył się i ogarnął inne dyscypliny sztuki spokrewnione z Nową Falą - jak prace Krzysztofa Kieślowskiego, Agnieszki Holland, Tomasza Zygadły. Pojawiły się takie "instytucje" jak Teatr 8 Dnia, łódzki Teatr 77, wrocławski Kalambur  czy krakowski Teatr STU. Pokolenie duchowo integrował dostęp do muzyki Beatlesów, Coena, Niemena, Skaldów. Wielu poetów z Nowej Fali przyłączyło się do trudnej, ale i spontanicznej walki piórem przeciwko czołgom, podczas stanu wojennego.

 

Często bywałeś też w Klubie Dziennikarzy "Pod Gruszką", gdzie przychodzili pisarze i redaktorzy różnych pism i pewnie  przy kawie toczyło się wiele ciekawych dyskusji...?

 

To prawda., Komentowano tam wydarzenia na bieżąco. Argumenty jednej czy drugiej strony, wspierane dowcipami, iskrzyły pomysłowością. Z innych miejsc…, jak magnes przyciągała Piwnica pod Baranami, do której garnęły się tłumy i zawsze był problem, jak zdobyć bilety. Oczywiście i "Jama Michalika" , gdzie w kawiarni odbywały się fascynujące spotkania ... Występowałem tam min. z Czesławem Miłoszem. Później wydano nawet okolicznościowy tomik z poezją uczestników,  a kiedy wszyscy prosili o dedykację zaskoczyłem Mistrza - słowami, że proszę o "najgorszą dedykację", bo tylko takie zbieram. Zmarszczył krzaczaste brwi noblisty, zaśmiał się, uścisnął mnie serdecznie i napisał: "Do Jurka Piątkowskiego, żadnej pretensji mojej - Czesław Miłosz". W moim zasięgu, w innych okolicznościach poznałem gen. Bienia (uczestnika słynnego Procesu w Moskwie), przyjaźniłem się ze Stefanem Smarzyńskim, który w Krakowie brał udział w nieudanym zamachu na dygnitarza Gestapo z ramienia AK. 

 

Dzieliłeś się również jajkiem święconym z papieżem Janem Pawłem II. Jakie to było przeżycie ?

 

 Fakty zgadzają się ... ale byłem wtedy młodym człowiekiem, a Karol Wojtyła (wujek) był biskupem krakowskim. Przybył do Klubu Inteligencji Katolickiej na spotkanie z młodzieżą, oczywiście dzieliłem się jajkiem, łydki mi się trzęsły, jakieś życzenia wydukałem, atmosfera była podniosła, dobrze że także inni czekali, aby złożyć życzenia. Natomiast w życiu już dorosłym byłem świadkiem, jak Karol Wojtyła przyniósł do redakcji Znaku cykl swoich wierszy "O Kościele" jako Jawień. Ubolewał nad włamaniem do szaf redakcji stojących na korytarzu. 

 

W życiu pełniłeś  ok. 50 różnych funkcji z epizodem w TV, aż do propozycji zostania ... Gubernatorem trzech wysp na rzece Kongo w Afryce. Miałeś piękne i atrakcyjne życie….

 

Z pewnością tak, chociaż nie zawsze było usłane różami. Staram się być otwarty wobec ludzi, a także identyfikując się z bohaterami moich utworów staram się znaleźć sens istnienia, rację naszego bytu. Cieszę się, że poznałem przecudownych ludzi na mojej drodze, nawet idoli pokolenia jak: Edwarda Stachurę czy Rafała Wojaczka. Należałem do Związku Literatów, później do Stowarzyszenia Pisarzy. Redagowałem Krakowskie Dni Poezji. Co do pracy ... bywało różnie, np. stawałem w czyjejś obronie, gadałem za dużo, więc dziękowano mi za pracę. Czasem zjawiały się typy, które nakazywały mnie zwolnić, jak w przypadku prowadzenia Sekretariatu Filologii Polskiej, Pracodawca -jako powód zwolnienia oświadczył mi, że zwalnia mnie, bo zadaję się z buntownikami - Kornhauserem i Zagajewskim. Dziś ten fakt mnie cieszy. Była jakaś dziwna zmowa, że nie mogłem nigdzie pracować, aż w końcu zaproponowano mi prowadzenie "świetlicy dla fryzjerów" ! Nie załamałem się tą narzuconą formą upokorzenia, a pomieszczenia udostępniałem na próby raczkującego Teatru KTO. Redagowałem krzyżówki dla jakiś pisemek, pracowałem w firmie polsko-francuskiej, w wydziale kultury, byłem radnym, pracowałem na czarno redagując hasła do Encyklopedii Powszechnej, później w Encyklopedii Geograficznej Świata, przez 10 lat byłem bibliotekarzem itd., itp. 

 

Zapomniałeś o wyjeździe do Afryki ...

 

Nie zapomniałem, ale jestem gaduła. Wyjazd do Republiki Demokratycznej Kongo, był dla mnie czymś fantastycznym i wyjątkowym. Zdarzeniem z pogranicza baśni, która się spełnia. Zdecydował przypadek. Ambasador tegoż kraju pojawił się w Małopolsce szukając biznesmenów,którzy byliby chętni zainwestować w jego kraju. Uczestnicząc w kolacji, otrzymałem propozycję znalezienia takich ludzi. Poezja nie za bardzo przystaje do biznesu, ale udało mi się znaleźć chętnych, co więcej napisałem ramowy program współpracy, jaki mi podpowiadała logika. Żaden z moich chętnych do wyjazdu dyrektorów nie miał odwagi dokonania tej prezentacji . Zafundowali, więc mnie wyjazd.Na lotnisku pojawił się komitet powitalny z królem najbogatszej prowincji, merem Kinhasay i ich  biznesmenami. Początkowo spotkanie w Ministerstwie Handlu miało mieć charakter bardziej kurtuazyjny niż oficjalny. Program, który przedstawiłem znalazł nie tyko uznanie, ale został przedstawiony -jako oficjalny dokument delegacji i przetłumaczony dla wszystkich ministerstw. Zrozumiałem, że nie są to przelewki i że muszę wnieść w to swoją rolę. Wizyta od ministerstwa do ministerstwa dostarczała nam coraz więcej propozycji. Polski ambasador wydał bankiet w ogrodach ambasady dla przedstawicieli ich rządu, a ja musiałem wystąpić w ich telewizji jako szef delegacji. Przekaz tv był emitowany na 5 krajów, więc zainteresowanie nami rosło. Przyjechał ambasador z Konga Brasa. Przyjechał ambasador z Konga Brazzaville z zaproszeniem od ich rządu na spotkanie z grupą biznesmenów. Odbyliśmy atrakcyjną wyprawę na drugi brzeg przez rzekę stateczkiem blaszanką. Miałem wrażenie- przy dosiadaniu coraz to większej ilości pasażerów, że wkrótce będziemy na dnie. Widziałem osobliwą odprawę graniczną, przemyt etc. Spotkanie poprzedzone było objazdem po mieście i dostarczeniem nam, kolejnej porcji projektów w różnych dziedzinach. Po powrocie do Polski próbowałem dotrzeć z tamtejszymi biznesmenami  do przedstawicieli władzy, poprzez posła Wassermana, który komuś tam prezentował te projekty, ale w efekcie nie było nimi większego zainteresowania. 

 

W Afryce byłeś też po raz drugi. Jak zostałeś wówczas przyjęty ?

 

Po pierwszym wyjeździe w 2001 r. do Konga odniosłem wrażenie, że krążą wokół mnie jacyś "nowi przyjaciele", którzy zapraszają mnie na piwo. Przychodzę pod koniec mojej pracy, by mnie odprowadzić na przystanek, a jednocześnie ich zaciekawienie dotyczyło konkretów. Wyssano informacji ode mnie dosyć dużo. Znalazł się też "wysłannik", który pojechał tam rok później. Nie wdając się w szczegóły doprowadził do sporego zamętu, w wyniku czego odwołano naszego ambasadora, także konsula ect. uznając ich za "persona non grata". "Wysłannik" został ujęty na lotnisku, gdy zamierzał dać drapaka do Australii. Wyciągnięto go z mamra w w ramach ekstradycji wysłano do Warszawy ... Na prośbę ambasadora Konga, pojechałem z kolegą rzeźbiarzem, aby mając tam dobrą reputację naprawić. Mieliśmy listy polecające, gotowość do wymiany studenckiej Uniwersytetu Jagiellońskiego ... i w ramach kultury. Zostaliśmy przyjęci z należytym szacunkiem w Pałacu Prezydenckim i u Ministra Kultury. W naszej ambasadzie dowiedzieliśmy się o problemie w związku z zabójstwem polskiej zakonnicy przez złodzieja-włamywacza. Władze były niechętne by na tablicy było napisane, że zabita. Zaproponowałem, że "została pobita ze skutkiem śmiertelnym" . Napis w języku polskim i francuskim widnieje na tablicy (w kościele w miejscu zdarzenia) na tablicy ufundowanej przez nas i wysłanej z Krakowa do dzisiaj.

 

Twoja śp. żona Jadwiga była największą Twoją miłością. Również tłumaczyła książki w tym powieść "Ojca chrzestnego" Puzo, która była sfilmowana., Jak się poznaliście ?

 

Świętej pamięci żona Jerzego Piątkowskiego - Pani JadwigaŚwiętej pamięci żona Jerzego Piątkowskiego - Pani JadwigaMyślę, że dość oryginalnie. Wróciła, jak raz po dodatkowych studiach anglistycznych w Oxfordzie, podjęła pracę nauczyciela akademickiego na Uniwersytecie. Po jakimś moim wieczorze autorskim, zaprosiła mnie na herbatę, aby dokończyć rozmowę o poezji. Gdy zjawiłem się w jej pokoju był włączony telewizor, po jakimś czasie nastąpiła cisza i po chwili zaczęto nadawać na żywo przekaz z Wydarzeń na Wybrzeżu. Był grudzień 1970 r. Puściły jej nerwy. Usłyszałem słowa mocno niecenzuralne ... chwilę byłem tym zszokowany lecz zaimponowały mi na tyle, że powiedziałem "dziewczyno jesteś wspaniała, musisz być moją żoną" Po trzech miesiącach byliśmy już małżeństwem. A teraz co do tłumaczeń książek - przetłumaczyła ich wiele. Jeszcze dziś w obiegu czytelniczym można spotkać w jej tłumaczeniu "Całun z Turynu", "Ojca chrzestnego", "Garmengast", Orwella, a nawet "Mitologię grecką". Wiele z tych książek znałem z pierwszej ręki, jeszcze przed ich drukiem, niektóre przepisywałem dla wydawnictw na maszynie do pisania.

 

Twoja żona współpracowała z Maciejem Słomczyńskim (Joe Alexem) ?

 

Tak, bawiła się w jego sekretarkę przy tłumaczeniach np. "Ulissesa" Jamesa Joyce`a., różnych przekładów Szekspira, którego wszystkie utwory przetłumaczył czy różnych wierszy. Korzystałem i ja z przywileju tej przyjaźni, mogąc czytać wiele wspaniałych książek z jego biblioteki, podczas gdy udostępniali nam swój dom, wyjeżdżając na wakacje na Węgry. Na rzecz tej wyjątkowej znajomości zrezygnowałem z prowadzenia trzech sklepików, gdzie w jednym sprzedawano piwo, obsługiwali gości poeci, a jeden z nich grał na gitarze i śpiewał szanty. Zrezygnowałem by mieć z Maciejem wspólne małe wydawnictwo "Cassiopea", gdzie wydaliśmy kilka tomów Szekspira i trochę ciekawej poezji.

 

 Kogo jeszcze wspominasz sympatycznie. Czy jest to może Tony Harrison ?

 

 Tak ... jest to strzał w dziesiątkę! Z uśmiechem wspominam tego angielskiego poetę, tłumacza i podróżnika po Gambii, a także dyrektora Teatru Narodowego w Londynie. Po jego satysfakcjonującym wieczorze autorskim przy obecności kamer BBC, pracowników ambasady, udaliśmy się z żoną i gościem do Teatru Starego na jakiś spektakl, chyba na Hamleta -Szekspira. Udało się załatwić wejściówki i to w pierwszym rzędzie, co było o tyle ciekawe, że będący pod  "dobrą datą" Edward Lubaszenko, co jakiś czas pod adresem gościa kierował dowcipne zaczepki, które Tony przyjmował z zadowoleniem. Po spektaklu żonie pozwoliliśmy umknąć do domku, a sami udaliśmy się do SPATiF-u, znajdującego się tuż obok teatru. Ku naszej radości pojawił się w nim także Edward Lubaszenko. Nastąpiło wielkie zbratanie. Wkrótce Jerzy Bińczycki przejął godność Podczaszego . Od tego momentu powiększało się grono przyjaciół, aż do momentu, kiedy kelner dyskretnie nas powiadomił, że „wysycha mu źródełko zaopatrzenia. Gość w tej sytuacji zapragnął zobaczyć Kraków nocą. Trwało to trochę, bo wracaliśmy radośnie , był juz piękny, marcowy poranek i kusiła kawa u mnie w domu. Popsuł nam nastrój nieco widok pod bramą przedstawiciela ambasady i kogoś z BBC, nie mówiąc o wyraźnym zeźleniu na mnie stróżów porządku.

 

 Ostatnie dwa lata były dla Waszej rodziny dramatyczne…, Jak dawaliście sobie radę.

 

Kalendarzowo był to rok 2015 , odszedł zięć na wirusa wątroby, potem Alz-heimer zabrał mi żonę, a glejak mózgu -najlepszego przyjaciela chirurga, z którym lubiłem wędkować na jeziorze Solińskim. Wnuk starszy mający 11 l. doznał tak wielkiego szoku, że nie uczestniczył w pogrzebie ojca, młodszy od niego brat - mający 9 lat zamknął się w sobie i przeżywał to wydarzenie na swój sposób. Nie trudno domyśleć się, jak przeżywała córka odejście męża i matki. Po mnie to także nie spłynęło, jak woda po gęsi. Trzeba było przyzwyczaić  się do nowej sytuacji, było ciężko.

 

Uważasz się za dobrego dziadka ?

 

Czy ja wiem…? Dziadek, jak dziadek - istnieje w świadomości młodych, jeśli żyje. Później wszystko zależy od córki i od tego, ile uda się jej w pamięci u wnuków ocalić.  Mam z nimi dobre relacje, kochamy się wzajemnie.

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda literacka z kobietami? J Piszesz na Face Booku również wiersze dla zagranicznych aktorów i aktorek. Wiele kobiet proponowało ci małżeństwo - ha ...ha .

 

Zacznę od odpowiedzi na drugie pytanie, chociaż mógłbym poprosić o pierwsze wolne. Nie wiem co panie widzą we mnie, jest to pewnie coś, czego ja nie widzę, mimo okularów i zadawania trudnych pytań samemu sobie. Oczywiście "piękno kobiety " widziałem i nadal widzę, lecz szanuję już to- co dla wieku przystoi. A co do przygody literackiej z wierszami ... dla aktorek i aktorów, rzecz wyglądała następująco: napisał do mnie przyjaciel Tomasz z Kanady, przysyłając zdjęcie Anny Hathaway z zapytaniem czy mógłbym dla niej napisać wiersza. Napisałem, spodobał się, bo od adresatki otrzymałem podziękowanie i nowe zdjęcia. Potem nadsyłano mi  zdjęcia  innych gwiazd Hollywoodu. Najwidoczniej, gdzieś tam wymieniano je sobie i tłumaczono. Zaczęły pojawiać się zdjęcia i prośby z innych stron świata. No i cóż…. proceder ten jest kontynuowany.

 

Masz na koncie wiele spektakularnych dokonań. Relaksujesz się podczas łowienia ryb. Czy pozostało Ci jakieś niespełnione marzenie ?

 

Wolny czas najchętniej  spędza na łowieniu ryb niedaleko swojego domuWolny czas najchętniej spędza na łowieniu ryb niedaleko swojego domuO tak, chociaż nasza kondycja ludzka podpowiada, że zawsze można było zrobić więcej. Wiem, że faktami z mojej biografii mógłbym obdzielić przynajmniej trzy osoby i one uznałyby swoje życie za udane. Ale - nie udało mi się np. wydać "Panoramy liryki polskiej za ostatnie sto lat” (od Kasprowicza ...) mimo , że miałem ku temu warunki, bo byłem stypendystą Ministra Kultury i Sztuki. W najważniejszym momencie cofnięto celową dotację dla wydawnictwa. Nie narzekam bo pracując nad tą książka czegoś nauczyłem się ...pokora też jest ważna. Było minęło.

Nie udało mi się, kiedy byłem wiceprezesem Fundacji Sacrossong jest to Festiwal pieśni religijnej, doprowadzić do budowy Osiedla TBS im. Jana Pawła II dla ludzi biednych. Projekt nasz, o którym nasz papież był poinformowany, kiedy pozyskaliśmy teren w Nowej Hucie pod budowę osiedla natrafił na dużo ważniejszą inicjatywę, a zatem i decyzję budowy Sanktuarium Miłosierdzia w Łagiewnikach. Pewnie Bóg tak zdecydował,  jak mówił szef fundacji ks. Jan Palusinski. Udało nam sie jako Fundacji zakupić dom dla wielodzietnej rodziny repatriantów z Kazachstanu ... i to cieszy.

 

Dziękuję za uroczy wywiad i mam nadzieję, że jeszcze długo będziemy czytać na Facebooku Twoje wiersze.

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?